Strona w przebudowie
Aktualne informacje na temat działań NIMiT znajdują się na stronie nimit.pl.

Wykonawstwo historyczne nie jest przejściową modą czyli muzyka dawna w roku 2011

Obiecujący festiwal "Mazovia Goes Baroque", współorganizowany przez Mazowieckie Centrum Kultury i Program 2 Polskiego Radia, miał w 2011 roku aż cztery odsłony. Pierwsza, z udziałem francuskiego zespołu Les Musiciens de Saint-Julien pod dyrekcją Françoisa Lazarevitcha (26−27 lutego), niestety utrwaliła stereotyp wykonawcy muzyki dawnej jako zręcznego improwizatora poruszającego się na obrzeżach folku i muzyki pop. Znacznie ciekawsza była listopadowa edycja czwarta, w której wystąpił między innymi Hidemi Suzuki z zespołem Orchestra Libera Classica (utwory Haydna i Mozarta). Impreza przybrała modną ostatnio postać festiwalu „wędrującego” i mocno rozciągniętego w czasie: godną polecenia w kraju, gdzie coraz trudniej pozyskać fundusze na spójny przegląd technik i stylów wykonawczych.

Na krakowskim festiwalu "Misteria Paschalia" (18−25 kwietnia) po raz pierwszy od 2006 roku pojawił się zespół założony przez muzyka z Polski: lutnista Michał Gondko prowadzi ansambl La Morra wraz z włoską klawesynistką Coriną Marti, w składzie znajdują się absolwenci Schola Cantorum Basiliensis. To dobry prognostyk na przyszłość tej imprezy, choć koncert utworów kapeli papieża Leona X odbył się poza nurtem głównym, na „wieczorze debiutów”. Nieobecność polskich artystów (zwłaszcza tych poszukujących, pogłębiających swą wiedzę na renomowanych uczelniach za granicą) na prestiżowych festiwalach muzyki dawnej jest niedopuszczalna, tym bardziej że ich organizatorzy układają programy „gwiazdorskie”, nie dając słuchaczom okazji do zapoznania się z najnowszymi tendencjami w wykonawstwie historycznym.

Zwinął jakby skrzydła „latający” festiwal "Muzyka Dawna – Persona Grata", organizowany przez Fundację Muzyki Dawnej „Canor” i Cezarego Zycha. W tym roku ograniczył się do trzech koncertów z muzyką Telemanna w wykonaniu Arte dei Suonatori (Kliczków, Puławy, Warszawa, 18−21 maja). Zych skupił więcej uwagi na drugiej ze swoich inicjatyw, sierpniowej "Muzyce w Raju" (czyli w Paradyżu, zespole poklasztornym w Gościkowie koło Świebodzina), gdzie po raz pierwszy poznańską orkiestrę zastąpił międzynarodowy zespół Les Ambassadeurs, kierowany przez francuskiego flecistę Alexisa Kossenkę. W programie imprezy pojawiła się muzyka klasyczna i romantyczna – zgodnie z nowymi standardami pojmowania wykonawstwa historycznego.

Cieszy systematyczny wzrost poziomu sierpniowego festiwalu "Pieśń Naszych Korzeni" w Jarosławiu, od 2006 roku prowadzonego przez Macieja Kazińskiego, który konsekwentnie trzyma się formuły opartej na równowadze kontrastów: sacrum i profanum, przeszłości i teraźniejszości, swojskości i obcości. Jednym z ciekawszych wydarzeń w tym roku był koncert pieśni pokutnych i pasyjnych w wykonaniu Monodii Polskiej pod kierunkiem Adama Struga – to frapujące zjawisko na naszej mapie muzyki dawnej, zespół wokalny, który umiejętnie wykorzystuje tradycję ustną i badania terenowe w pracy nad strojem i emisją.

Warto obserwować "Actus Humanus", nowy festiwal Filipa Berkowicza w Gdańsku (14−18 grudnia), na razie powtarzający formułę krakowskich "Misteria Paschalia", czyli imprezę z udziałem sprawdzonych gwiazd światowego wykonawstwa. Miejmy nadzieję, że w przyszłych latach stanie się również areną najciekawszych propozycji polskich artystów.

Nie sposób przecenić sukcesów Wrocławskiej Orkiestry Barokowej pod dyrekcją Jarosława Thiela, jedynego zespołu filharmonicznego grającego na instrumentach historycznych. Jej płyta z symfoniami czeskich klasyków zdobyła nagrodę Fryderyk 2011 w kategorii Fonograficzny Debiut Roku. Warto też wspomnieć o nominacji Agnieszki Budzińskiej-Bennett, członkini kadry badawczej Schola Cantorum Basiliensis i szefowej zespołu muzyki średniowiecznej Peregrina, do prestiżowego Paszportu „Polityki” za znakomite płyty Crux i Sacer nidus.

Niestety, rok 2011 okazał się ostatnim rokiem względnej prosperity Warszawskiej Opery Kameralnej, która obchodziła właśnie pięćdziesięciolecie istnienia. Teatr – założony i od 1961 roku prowadzony przez Stefana Sutkowskiego, kojarzony przez melomanów przede wszystkim z Festiwalem Mozartowskim oraz inscenizacjami oper barokowych i klasycystycznych – postanowił uczcić swój jubileusz Festiwalem Oper Kameralnych XX i XXI wieku. Zmniejszenie dotacji przez Sejmik Województwa Mazowieckiego na początku 2012 roku zmusiło WOK do okrojenia nawet tej imprezy. Znaczącemu zmniejszeniu uległa też dotacja na Festiwal Mozartowski. Bez względu na dalszy rozwój sytuacji, zaprzepaszczenie dorobku jedynej polskiej sceny, która próbowała wystawiać dawne opery w zgodzie z regułami wykonawstwa historycznego i służyła jako swoisty poligon szkoleniowy dla zainteresowanych tą dziedziną śpiewaków, wydaje się decyzją szkodliwą i mocno nieprzemyślaną.

Jak widać z powyższego zestawienia, polskie wykonawstwo historyczne skupia się wciąż wokół przeglądów festiwalowych, w większości organizowanych przez prawdziwych zapaleńców, borykających się z mnóstwem kłopotów natury logistycznej i finansowej. Artystom trudno się zakotwiczyć w głównym nurcie koncertowym, a „oswojone” już miejsca znajdują się często z dala od dużych ośrodków kultury, co ogranicza ich dostępność dla szerszej publiczności. „Odświętność” tych wydarzeń utrudnia uplasowanie wykonawstwa historycznego w szerszym kontekście artystycznym, spycha wykonawców na margines polskiego życia muzycznego. Wiele koncertów odbywa się w miejscach nieprzystosowanych do odbioru muzyki granej na instrumentach dawnych − w filharmoniach, nowoczesnych salach koncertowych, aulach uczelnianych. Po części ma to związek z systematycznym rugowaniem muzyki z wnętrz kościelnych, co w przypadku muzyki dawnej często zabija jej istotę.

Palącą kwestią są trudności z pozyskiwaniem funduszy, zwłaszcza na działalność bieżącą małych zespołów, niezwiązanych z żadną fundacją bądź instytucją kultury. Rzetelne wykonawstwo historyczne wymaga ogromnych nakładów na prowadzenie badań źródłowych, zakup kopii instrumentów, udział w kursach mistrzowskich, szkolenia z dziedzin pokrewnych − nie sposób ująć tych kosztów we wnioskach o dotacje celowe na realizację konkretnych przedsięwzięć.

Żeby ograniczyć odpływ najzdolniejszych muzyków na Zachód, trzeba zreformować programy dydaktyczne uczelni artystycznych i stworzyć interdyscyplinarne szkoły wykonawstwa historycznego w ścisłej współpracy z muzykologami, historykami, specjalistami ikonografii, budowniczymi instrumentów itd. Dotyczy to zwłaszcza wykonawstwa muzyki przedbarokowej, przedmiotu szczególnie zaniedbanego w polskim szkolnictwie wyższym. Nieliczne kursy, w tym najbardziej godna polecenia Międzynarodowa Letnia Szkoła Muzyki Dawnej w Lidzbarku Warmińskim, nie zastąpią spójnych programów uczelnianych.

Przede wszystkim zaś trzeba zmienić sposób myślenia o wykonawstwie historycznym − uświadomić słuchaczom, że nie jest ono przejściową modą, lecz niezbywalnym elementem współczesnego życia koncertowego; śledzić na bieżąco nurty w muzykologii światowej; rzetelnie oceniać występy polskich muzyków, promować najzdolniejszych, zapobiegać zacieraniu granic między artyzmem a kiczem. To już zadanie dla krytyków, którzy coraz mniej chętnie piszą o muzyce dawnej, zrażeni koniecznością nieustannego szlifowania warsztatu w tej wyjątkowo kapryśnej dyscyplinie.

Dorota Kozińska Muzyka dawna,
w: Muzyka polska 2011. Raport roczny, Warszawa 2013

 
Pokaż cały
 
 

Galeria zdjęć

 
 
 
powrót

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij