Polska scena jazzowa w 2012 roku: od jazzu tradycyjnego po scenę free i symfoników

Jazz tradycyjny

Od jazzu tradycyjnego wszystko się zaczęło! Nie byłoby jazzu nowoczesnego bez nowoorleańczyków, dixielandowców czy swingowców. Dlatego tym tematem otwieram omówienie sceny jazzowej w Polsce w 2012. Przypomnijmy, że wielu muzyków rozpoczynało swą edukację w zespołach tradycyjnych, jak np. Szukalski, Namysłowski czy Miśkiewicz. Jedni stali się potem rzecznikami moderny, inni pozostali przy tradycji. W czasach współczesnych nie brak takich, którzy chcą wypowiadać się w dawnych stylach; nie brak również fanów, którzy chcą ich słuchać. I to powinno wystarczyć, by tę scenę oceniać z życzliwością.

W Częstochowie od niedawna jeden z placów nosi imię Louisa Armstronga. Dzięki zabiegom trębacza Tadeusza Erhardta-Orgielewskiego miasto stało się swego rodzaju centrum jazzu tradycyjnego w Polsce. Odbył się kolejny festiwal "Hot Jazz Spring", w dwóch edycjach: w Akwizgranie (!) i w Częstochowie. Poza ramami festiwalu koncerty lokalnego zespołu Five O’Clock Orchestra odbywały się m.in. w restauracji „Klimaty”. Polskie Stowarzyszenie Jazzu Tradycyjnego miało z końcem 2012 roku ok. 90 członków. W Iławie w amfiteatrze im. Armstronga po raz 19. odbył się festiwal "Old Jazz Meeting" połączony z konkursem o „Złotą Tarkę” (jeśli liczyć wszystkie dotychczasowe konkursy, początkowo organizowane w Warszawie, była to już 42. edycja). Wygrali muzycy Iwo Dixie Jazz Band z Iwonicza oraz wokalistka Patrycja Laskowska. Diamentową „Złotą Tarkę” otrzymał trębacz Jazz Band Ball Orchestra Jan Kudyk. Miejscem przychylnym dla starego jazzu jest Tarnów, gdzie działa przy klubie „Bombay” zespół Leliwa Jazz Band; latem odbył się tam 5. Letni Festiwal Jazzu Tradycyjnego. Podobne festiwale odbyły się m.in. w Czchowie (Baszta Festival) i Poznaniu (gdzie rezyduje zespół Dixie Company). W Krakowie trwały: 50-letnia Jazz Band Ball Orchestra, Boba Jazz Band, Old Metropolitan Band oraz Beale Street Band z wokalistą Jerzym Bożykiem. W Warszawie działały zespoły Swing Workshop, Old Timers, Dixie Warsaw Jazzmen i Blues Fellows, w Trójmieście – Detko Jazz Band. „Ostańcem” czasów swingu w Polsce pozostał tenorzysta Jerzy Tatarak, najstarszy w Polsce wciąż aktywny jazzman, który w 2012 roku obchodził 80. urodziny.

W nurcie tradycyjnym umieszczam przedsięwzięcia artystyczne odbywające się pod hasłem „Frank Sinatra”, np. w Teatrze „Rampa” w Warszawie wystawiono spektakl pt. Być jak Frank Sinatra (z udziałem jazzmanów, w tym – Włodzimierza Nahornego). O tym, że dawny jazz ma sporo zwolenników, świadczy także nowe zjawisko – dwie międzynarodowe imprezy dedykowane tańcom swingowym: w czerwcu w Warszawie pod nazwą Lindy Hop Exchange (do tańca przygrywała Five O’Clock Orchestra) i w listopadzie w Krakowie Dragon 2012 – Międzynarodowy Festiwal Lindy Hop (przygrywała Jazz Band Ball Orchestra), podczas których odbyły się warsztaty i konkursy. Dzięki nim polska młoda publiczność dowiedziała się, jak wspaniale można tańczyć jazz! Wymieńmy na koniec zamieszkałego w Polsce trębacza i wokalistę Marka Shepherda i jego zespół Swing Quartet z wokalistką Joanną Moreą; ich płyta z 2012 roku nosi znamienny tytuł: Swing Is Everything.

Jarek Śmietana & Bill Neal: Live! at Impart - JSR Records (2012)Mainstream

Jest to termin wieloznaczny i różnie rozumiany. Na potrzeby tego opracowania przyjmuję wielce subiektywną definicję: mainstream jest to jazz współczesny posiłkujący się doświadczeniami stylów historycznych, od be bopu po dzień dzisiejszy, grany przez muzyków, dla których, niezależnie od panujących trendów czy mód, rudymenty jazzu pozostają stale i nieodmiennie ważne – swingowanie i bogata warstwa rytmiczna jako fundament, związki z bluesem, specyficzne frazowanie i artykulacja, zasada interakcji oraz – oczywiście – improwizacja.

W tym pojemnym worku pojęciowym mieszczą się zarówno Janusz Muniak (jego klub „U Muniaka” obchodził swe 20-lecie!), jak i wciąż aktywny Jan Ptaszyn Wróblewski; Jarosław Śmietana (zmarł w 2013 r.), który nigdy nie stronił od wycieczek w kierunku rhythm and bluesa i rocka, czego dowodem wydana w 2012 roku świetna płyta Live! At Impart, nagrana z anglo-australijskim wokalistą i saksofonistą Billem Nealem; Wojciech Karolak, częsty współpracownik Śmietany; Henryk Miśkiewicz i jego zespół na płycie Full Drive 3, nagranej na żywo w znanej Cafe’ Łomianki z amerykańskim trębaczem Michaelem „Patchesem” Stewartem.

Do mainstreamowców zaliczam zarówno zespół New Bone trębacza Tomasza Kudyka (przykład: płyta Destined), jak i grupy trębacza Piotra Schmidta, niezależnie od jego zainteresowań muzyką elektroniczną. Mainstreamowego ducha zaszczepił w swym uczniu Macieju Sikale Tomasz Szukalski. Do tegoż nurtu włączam przedniego saksofonistę Piotra Barona i jego płytę Jazz na Hradě, nagraną na zamku Hradczany w Pradze, oraz Krzysztofa Popka, który w roku 2012 sformował swój kolejny zespół z wybitnymi Amerykanami (Victor Lewis, Cameron Brown, George Cables) oraz znakomitym trębaczem Piotrem Wojtasikiem, również reprezentantem mainstreamu. Stonowana, wyrafinowana muzyka na nowej płycie Spaces pianisty Kuby Stankiewicza także mieści się w tej kategorii. Na tej liście nie może zabraknąć trębaczy Roberta Majewskiego i Jerzego Małka, a także pianistów, kompozytorów i liderów Pawła Kaczmarczyka i Marcina Wasilewskiego.

Na koniec uwaga ogólna: muzyka nurtu nazwanego przeze mnie mainstreamowym to szczególnie cenny skarb jazzu w Polsce. Artyści tego nurtu nie kopiują mistrzów jazzu, lecz – korzystając z ich odkryć – tworzą dzieła nowe, grają po swojemu własne kompozycje, własne aranżacje. Niejednokrotnie ocierają się o free jazz, jazz rock czy inne gatunki. Gdzieś na przecięciu tendencji mainstreamowych z freejazzowymi plasują się dziś saksofonista Adam Pierończyk i trębacz Tomasz Stańko, który wszelako zajmuje na naszej scenie miejsce odrębne, nie sposób go zaszufladkować. Brzmienie jego trąbki i frazowanie są równie oryginalne jak jego kompozycje, o czym po raz kolejny przekonuje jego podwójny album z 2012 roku, o którym będzie jeszcze mowa niżej. Zauważmy, że w stylu Stańki wypowiedział się Jerzy Małek na pięknej płycie Air On z 2011 roku.

Scena free

Tworzą ją m.in. muzycy skupieni wokół klubów „Alchemia” w Krakowie i „Mózg” w Bydgoszczy. Oba kluby organizują swoje festiwale i zapraszają na nie prominentów gatunku z zagranicy, np. podczas Krakowskiej Jesieni Jazzowej 2012 wystąpili Peter Broetzman, Hamid Drake, William Parker, Ken Vandermark. Koncerty są nagrywane i wydawane na płytach firmy Not Two i innych. Muzyka free w różnych swoich współczesnych odmianach ma własną publiczność, tę, do której mainstream, zwłaszcza ten bardziej ortodoksyjny, nie przemawia, a która w muzyce free widzi odskocznię w kierunku nowych rytmów, nowych barw, nowego wyrazu. I iluzji pełnej wolności.

Do głównych postaci polskiego post-free należał w 2012 roku alcista Maciej Obara – założył swój kwartet z fenomenalnym pianistą Dominikiem Wanią i dwoma Norwegami, został też dyrektorem artystycznym nowego festiwalu Katowice Jazz Art 2012. Nadal działała grupa Pink Freud basisty Wojciecha Mazolewskiego (płyta Horse & Power z Adamem Milwiwem-Baronem na trąbce i Tomaszem Dudą na barytonie), a także: zespół Sing Sing Penelope, bracia Bartłomiej i Marcin Olesiowie, odrodzony zespół Tie Break, zespoły Ziuta Gralaka Graal i YeShe. Wśród muzyków zainteresowanych free jazzem w 2012 roku swą obecność zaznaczyli gitarzysta Kamil Pater i perkusista Rafał Gorzycki (grupa A-Kineton), oraz zespół Daktari. Niektórzy muzycy sceny free uważają się za artystów awangardowych, ale nie wydaje się to uzasadnione. Zresztą pojęcie „awangarda” jest dziś nie mniej trudno zdefiniować niż pojęcie mainstreamu.

Jazzowi „symfonicy”

Zainteresowanie muzyków jazzowych tzw. muzyką poważną datuje się od dawna, ale nigdy nie było tak powszechne jak dziś, szczególnie w Polsce.

Rok 2012 dostarczył na to wiele przykładów. Odrodzony po latach zespół Marka Stryszowskiego i Janusza Grzywacza Laboratorium grał z orkiestrą Filharmonii Kaliskiej pod dyrekcją Adama Klocka. Międzynarodowa World Orchestra saksofonisty Grzegorza Piotrowskiego na festiwalu Prix Europa przedstawiła cztery „poematy symfoniczne”. Symfoniką para się pianista, kompozytor, czołowy polski aranżer Krzysztof Herdzin, który w jednym z wywiadów wyznał, że jazzmanem jedynie bywa. Najwybitniejszym przedstawicielem nurtu umownie nazwanego symfonicznym jest kompozytor, lider, pianista i pedagog prof. Leszek Kułakowski, nazwany „guru III nurtu”. W 2012 roku ukazała się jego płyta Piano Concerto & Sketches, na której mamy jego Koncert fortepianowy oraz Szkice na trio jazzowe i orkiestrę symfoniczną. Kompozycji, w których łączy idiom jazzowy z muzyką współczesną (aleatoryzm, dodekafonia, polimodalność itp.), napisał już wiele.

Do grona „symfoników” (pamiętajmy, że to pojęcie umowne!) zaliczam dwóch pianistów: Marcina Maseckiego i Pawła Orzechowskiego. Pierwszy zajął się dekonstrukcją (modny dziś termin!) sonat Scarlattiego, drugi – przełożeniem na fortepian różnych dzieł Krzysztofa Pendereckiego (z aprobatą kompozytora). Tak powstała w 2012 roku przedziwna płyta pt. Experiment: Penderecki, na której Orzechowski, posługując się preparacją fortepianu, improwizuje na tematy m.in. Polymorphii, Stabat Mater, Serenady na orkiestrę smyczkową. Eksperyment niewątpliwie ciekawy i odważny, a pochlebna jego ocena ze strony Pendereckiego ma swoją wagę, jednak ta płyta nie ma nic wspólnego z jazzem (prócz improwizacji). Wszelako, grając w zespole High Definition, Orzechowski wystarczająco dowiódł, że jest znakomitym pianistą jazzowym, przemawiającym odrębnym, własnym językiem, w czym dopatruję się wpływu jego studiów nad Pendereckim właśnie.

Dodajmy, że niektórzy muzycy klasyczni żywo interesują się jazzem i uczestniczą we wspólnych z jazzmanami projektach, że wspomnę pianistę Janusza Olejniczaka (współpraca między innymi z Atom String Quartet w repertuarze Komedy), czy flecistkę Jadwigę Kotnowską, która w kwietniu 2012 roku uczestniczyła w koncercie kompozytorskim Krzysztofa Herdzina w Studio Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego (w ramach 1. Światowego Dnia Jazzu), a w czerwcu w Rzymie podczas festiwalu Corso Polonia w duecie z Kubą Stankiewiczem interpretowała muzykę J.S. Bacha i Krzysztofa Komedy.

Krystian Brodacki Jazz,
w: Muzyka polska 2012. Raport roczny [nieopubl.]

 
 
 
powrót

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celu świadczenia usług i w celach statystycznych. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce, w jej ustawieniach. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies, kliknij „Zamknij”. Jeżeli nie wyrażasz zgody – zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce cookies

Zamknij